Zarówno Ico, jak i starszy brat Shadow of the Colossus, nie zostały docenione kiedy wychodziły po raz pierwszy. Obawiam się, że wersje odświeżone spotka ten sam los. A to dlaczego? Bo to nie są zwykłe gry.
ICO

Historia wymyślona przez Fumito Uedę, opowiada o rogatym chłopcu. W wiosce z której pochodzi raz na jakiś czas rodzi się takie dziecko. Wtedy to mieszkańcy obwiniając za wszelki nieurodzaj klątwę, postanawiają złożyć je w ofierze. Taki właśnie los przytrafia się Ico - głównemu bohaterowi.
Przedstawiciele wioski zabierają chłopca do starożytnego zamku, gdzie zostaje zamknięty w kamiennym sarkofagu. Na jego szczęście zamek pamięta lepsze czasy i jest lekko podniszczony - a Ico udaje się uciec. Wykruszone podłoże pod sarkofagiem sprawia, że ten się przewraca, otwiera, a Ico szczęśliwym trafem wydostaje się na "wolność".
Właśnie: "wolność". Problemem Ico jest to, że tak na prawdę nie jest wolny. Cała gra opiera się na fakcie, że główny bohater musi zwiać ze wspomnianego zamczyska. Nie jest jednak sam. Zaraz po szczęśliwym uwolnieniu z sarkofagu odkrywa, że jest tu również więziona dziewczynka o imieniu Yorda. Nie ma jednak rogów, nie wygląda też na taką, która kiedykolwiek widziała promienie słońca. Mimo tego, że mówi w obcym języku i jest nieznanego dla Ico pochodzenia, ten postanawia jej pomóc w ucieczce.
Niewyobrażalna dawka bezinteresowności. Osamotniony i porzucony chłopiec, który za rączkę próbuję wyprowadzić tajemniczą nieznajomą z zamczyska, kosztem własnego bezpieczeństwa. Czy jest coś piękniejszego?
Sterowanie może początkowo wydawać się nieprzyjazne, ale to od gracza oczywiście zależy jak szybko potrafi się dostosować. Najciekawszym aspektem jest tutaj jednak kooperacja z komputerem. Steruje on Yordą (można równierz grać we dwie osoby), a my jako Ico wchodzimy z postacią w interakcję wyłącznie jednym przyciskiem. R1 służy nam zarówno do zawołania dziewczynki, pomoc we wspięciu się na podwyższenie, czy złapanie za rączkę. To ostatnie jest najistotniejsze, bo to właśnie za rączkę będziemy wszędzie ciągać naszą przyjaciółkę. To wszystko dlatego, że dwójka bohaterów nie posługuje się wspólnym językiem i zaprowadzenie za rękę jest jedynym sposobem na wskazanie niektórych miejsc czy czynności.
Trzeba oczywiście wspomnieć, że Ico jest grą platformową. Na naszej drodze napotkamy wiele przeszkód. Bardzo często będziemy musieli się gdzieś wspiąć, coś przełączyć czy przestawić. Nie raz trafimy na trudno dostępne miejsca, gdzie naszej towarzyszki już nie zaciągniemy. I co wtedy? A no wtedy okazuje się, że zamek wcale nie jest opuszczony. Mroczne widma strukturą przypominające czarny dym, starają się zaciągnąć naszą lubą do czegoś w rodzaju otchłani. Naszym zadaniem jest tak szybkie rozwiązanie zagadki i pomoc Yordzie, żeby ta nie została porwana. Jedyną bronią jaką możemy się ratować jest nieheblowana decha. W skrócie tak właśnie wygląda rozgrywa w ICO.

Grafika nie powala. Pamiętać jednak musimy, że to gra z roku 2002, jednak ludzie odpowiedzialni za odświeżenie wersji na PS3 zawiedli mnie. Wszystko oczywiście jest ostrzejsze, bardziej przejrzyste. Nie uświadczymy już tego brzydkiego rozmycia, które towarzyszyło nam na PS2. Myślę jednak, że Team Ico mogło się bardziej postarać. Przełknąłem już niepodrasowane od 10 lat tekstury, ale czy problemem było by dodać coś nowego? Targane po zamczysku jesienne liście czy efekty cząsteczkowe wiele pracy by nie zabrały, a nadały by grze całkowicie nowego wyglądu. Duże otwarte przestrzenie na słońcu nadal mogą zaprzeć dech w piersiach i to mi się podoba w tej grze. Ico ma bardzo ciężki klimat. Co chwilę odczuwamy ciężar związany z pomocą dla naszej kompanki, czy strach przed strażnikami zamku. Brak podkładu muzycznego w trakcie przemierzania kolejnych lokacji, tylko mnoży odczucie niepewności. To wszystko jednak ubrano w nierzadko jaskrawo zielone kolorki. Trawiaste lokacje przemierzane w pełnym słońcu również potrafią nas przytłoczyć, ale nie tak bardzo jak mroczne zakamarki lochów zamczyska.
Kolejnym aspektem, który robi z tej gry twór nietuzinkowy jest brak jakichkolwiek podpowiedzi. Dla dzisiejszego gracza brak tutoriala jest wręcz niewybaczalny. Tutaj jednak cała magia działa przy odkrywaniu mechaniki działania niektórych elementów otoczenia. Nie raz zatrzymani będziemy w jednej lokacji, żeby przetestować wszelkie możliwości, aż w końcu podskoczymy z radości bo odkryliśmy jak coś zrobić. Na tym polega Ico - na samodzielnym myśleniu.
Czego uczy nas ten produkt? Odpowiedzialności, bezinteresowności i samodzielności. Piękna historia wędrówki "za rączkę" przez nieprzyjazne zamczysko, potrafi tak chwycić za serce, że uronimy niejedną łzę. Przycisk R1 za to stanie się dla was symbolem, którego ciężko się pozbyć z pamięci. Jedyny pad jaki kiedykolwiek zniszczyłem był przy Ico właśnie. Tak mocno nie chciałem, żeby coś stało się Yordzie.

Ocena:
Teraz dochodzę do wniosku jak wielki ciężar wziąłem na swoje barki przystępując do recenzji Ico. Wraz ze swoim bratem, tworzą dwie moje ulubione gry. Z drugiej jednak strony wiem, że nie mogę im dać dużej oceny. Nie było by to sprawiedliwe.
Muzyka nigdy się nie zestarzeje. Za jej brak w trakcie latania po zamku, należy się jednak wielki plus. Oprawa dźwiękowa jest na bardzo wysokim poziomie. Same kroki na kamiennej posadzce odbijające się echem od ścian, budują napięcie niepewności. Jeśli już uświadczymy muzykę, to jest tak zgrana z tym co się dzieje, że na prawdę więcej oczekiwać nie można. Graficznie bez rewelacji, jednak ta gra ma już 10 lat. Gameplay, klimat, design, to wszystko liczy się na plus. Nie obejdzie się jednak bez minusów. Ciężkie sterowanie i nieprzyłożenie się do poprawy grafiki są tak stanowczymi drzazgami, że trudno przymknąć na nie oko. Według mnie, gdyby włożyć w odnowioną wersję więcej pracy, mogła by stanąć do walki z najnowszymi produkcjami. Teraz niestety zostanie kolejną zremasterowaną i niedocenioną produkcją.
Moja ocena będzie bardzo obiektywna, jednak ci którzy mają choć trochę człowieczeństwa w sobie i odrobinę uczuć będą wiedzieli - po przejściu gry, - że tytuł ten nie zasługuje na oceny. Jest to wyznacznik i idealny przykład do dyskusji na temat gier wideo jako sztuki a po jej przejściu czujemy się lepszymi ludźmi.
Gwoli zaszufladkowania - 8
Post scriptum: Kim jest Yorda? Dlaczego chcą ją zabrać? O co chodzi z tą klątwą? Te pytania mnie napędzały.
Shadow of the Colossus

Ico dla dorosłych? Niekoniecznie. Obie te gry przeznaczone są dla tego samego odbiorcy.
Historia opowiedziana w Shadow of the Colossus przedstawia nam postać wędrowca o imieniu Wander. Nasz bohater przyjeżdża na zakazane ziemie, żeby stanąć przed obliczem bóstwa Dormin, które ma podobno moc ożywiania umarłych. Powodem dla którego mamy stawić czoło niebezpieczeństwom jest martwa Mono - ukochana głównego bohatera. Nie znamy przyczyn jej śmierci ale wiemy, że Wander chce ją ożywić. Wspomniane bóstwo tłumaczy nam, że za pomocą magicznego miecza którym dysponujemy, jesteśmy w stanie pokonać Kolosy. Dzięki temu Dormin będzie w stanie spełnić nasze życzenie i wskrzesić naszą ukochaną.
Mniej więcej tak w skrócie rysuje się fabuła Shadow of the Colossus.
Rozgrywka sama w sobie może wydawać się trywialna. Ot, mamy wielką przestrzeń bez przeciwników i kilkunastu bossów, do których musimy po prostu dojechać. Jeśli swego czasu słowo "epickie" było używane zbyt gęsto, tak rozgrywce Shadow of the Colossus takie określenie należy się całkowicie. Wspomniane podróże nigdy nie są takie same. Raz będziemy musieli przemierzać lasy, a innym pustynie i góry. Podziemna świątynia? Nie ma sprawy! A może starożytne miasto? Nie ma co ukrywać, że nie spotkamy tutaj tak zwanych "minionów", których hordy byśmy musieli wyrżnąć w drodze do bossa. Nadaje to jednak klimatu terenom po których wędrujemy. Musimy pamiętać, że są to ziemie zakazane, opuszczone i "przez bogów zapomniane". To ostatnie nie do końca się zgadza, ale rozumiecie przesłanie? Wszech otaczająca pustka sprawia, że czujemy się malutcy i przytłoczeni wielkością otoczenia. Sam nieraz przejeżdżając nieopodal starożytnych ruin, zatrzymywałem się i wspinałem nań tylko po to, żeby podziwiać piękne stepy.
Po co jednak przemierzać te tereny? A no po to, żebyśmy mogli pokonać kolosy. Wielkie stwory, kształtami przypominające zwierzęta i nie tylko. Napotkamy na swojej drodze bossów różnych rozmiarów. Jedne będą niewiele większe od nas, a niektóre w rozmiarach drapaczy chmur nie raz nie zmieszczą się nam w telewizorach. Walki z nimi polegają na odnalezieniu na ich ciele punktów witalnych. Niektóre mają taki punkt jeden, a niektóre więcej. Wielokrotnie będziemy potrzebowali wykonać jakąś czynność, aby dany punkt odsłonić. Co dalej? Wspinamy się! Kolosy zbudowane są z mas ziemi, kamieni czy części zabudowań. Wspinając się po omszonym boku gigantycznego byka, włazimy mu na plecy. Gdy ten próbuje nas zrzucić wierzgając, my łapiemy się wystających z jego pleców murków przypominających żebra. Innym razem na swoim koniu (Agro) uciekać będziemy przed gigantycznym wężem. Nie będziemy jednak od razu lecieć na złamanie karku, żeby zarżnąć olbrzyma. Nie raz i nie dwa krążyłem wokół przeciwnika, żeby odkryć jak się za niego zabrać, a sposobu nigdy nie ma takiego samego. Niektóre rozwiązania bardzo mnie zaskakiwały. Dobieramy się do kolosów dopiero po wykorzystaniu otoczenia czy przeanalizowaniu mocnych i słabych stron przeciwnika.

Graficznie gra mnie zaskoczyła. Oczywiście za czasów PS2. Piękne i kolorowe lokacje, efekty cząsteczkowe i zapierające dech w piersiach projekty antycznych budowli. Jak można było się w tym nie zakochać? Wersja odświeżona nie wnosi jednak wiele nowego, tak samo jak w przypadku poprzednika. Tak samo jednak jak w tamtym przypadku, ta magiczna kraina nadal potrafi nas zachwycić. Przecudne otoczenie zmusza wręcz, żeby wstrzymać konia i porozglądać się dookoła.
Muzyka równie jak w Ico potrafi podkreślić konkretne wydarzenie, a w połączeniu z wizerunkiem ścigającego nas giganta jest (po raz kolejny) epicka.
Dla osób które przeszły grę, stworzono specjalny tryb New game Plus, który pozwala nam powalczyć z kolosami na czas. Pokonując gigantów w określonym czasie, odblokowujemy specjalne przedmioty które pomogą nam w kolejnych walkach. Maski dodające siły, szaty, gwiżdżące strzały czy spadochron są bardzo cieszącymi nagrodami, zwłaszcza, że w podstawie nie zyskujemy nowych broni czy części ekwipunku. Od samego początku wędrujemy z mieczem i łukiem. Wspomniane nagrody to jednak nie koniec. Możemy przeżyć tą przygodę jeszcze raz na poziomie Hard. Kolosy które już dobrze znamy z trybu normal, plus i potyczek czasowych, teraz mają nowe punkty witalne. Porozmieszczane w innych miejscach symbole czy większa odporność na obrażenia sfrustrują niejednego. Co potem? Walki czasowe w trybie Hard! Nowe przedmioty, nowe gadżety i bawimy się dalej.
Może brzmi to super ale gra jest tak satysfakcjonująca, że nawet po jednokrotnym przejściu będziemy czuli się spełnieni.
Fantastyczna przygoda jaką przeżyjemy, odbije się w naszej pamięci równie mocno co jej poprzednik Ico. Klimat który nożem można kroić, oddziaływać będzie równo w obu grach chociaż różnią się od siebie.
Ocena? 8+

Ico vs. Shadow of the Colossus? Ciężko przeprowadzić taką walkę. I tu i tu sterowanie do łatwych nie należy. Graficznie i muzycznie stoją ramię w ramię. SotC góruje jednak designem. Historii wyciskającej łzy uświadczymy w obu tytyłach. Shadow of the Colossus jednak wygrywa przedłużając epicką rozgrywkę do kilkukrotnego jej przejścia a idiotyczne trofeum z Ico - przejść grę w dwie godziny - jest jak zrobienie wszystkich zakończeń w Heavy Rain.
Musicie jednak przejść obie te gry koniecznie.
Bardzo boli mnie to, że oba tytuły nie zostały wydane na inne platformy. Chciał bym bardzo aby obie historie poznała jak największa rzesza graczy. Reedycja na PS3 jest posunięciem co najmniej bardzo dobrym. Przypomnienie historii Ico i Wandera potrafi zmienić sposób patrzenia na gry. Mój zmienił.
Post Scriptum - Fumito Ueda po wydaniu gry Shadow of the Colossus oświadczył, że gra może być zarówno duchowym spadkobiercą Ico jak i prequelem, ale to od graczy zależy co tak na prawdę łączy oba tytuły.










Muszę przyznać, że zostałem właśnie ostatecznie zachęcony do sprawdzenia tych gier w akcji. W końcu PS3 się do czegoś przyda.
Zdeniu szczególnie że cena zachęca:) 69 zł z niektórych sklepach 99 z Majin Forsaken Kingdom?:):) Nieźle:)
Świetna recenzja.Jedne z najpiękniejszych gier w historii!Niepowtarzalne fabuły wzbudzające rzadkie uczucia wśród dojrzałych graczy, zadziwiające są zakończenia każdych z tych gier mimo iż filmików jest mało to i tak każdy będzie miał łzy w oczach ,światy niezwykłe i takie tajemnicze,niezapomniani bohaterowie w dodatku jedyni tacy oryginalni w świecie gier ale mający wiele cech wspólnych ze sobą,historie powiązania między Ico a Wanderem zrozumie każdy inaczej ...i to jest piękne.Fumito Ueda stworzył coś na skraju gier a bliżej sztuki, widać w tym jego talent a także pasję jaką oddaje tworząc.Budzi to naprawdę wielki szacunek do twórcy.Szkoda że takich gier jest tak mało cóż takie perły zawsze źle sprzedają.
Świetna recenzja :). Zachęca do zakupu gry.
Tylko zastanawiam się czy takie słabe odświeżanie graficzne wyjdzie grze na dobre czy znów zostanie zapomniana? Czy gracze, którzy szczególną uwagę w PS3 zwracają na grafikę nie odrzuci ich Ico czy Shadow. Grafika HD jest strasznym kultem wśród graczy i wielu nie zwraca uwagę na takie właśnie perełki, a czytając, że tekstury są słabe potrafią tym punktem widzenia ocenić cały tytuł, szkoda bo jak sam recenzent napisał, że produkcja:
" Jest to wyznacznik i idealny przykład do dyskusji na temat gier wideo jako sztuki a po jej przejściu czujemy się lepszymi ludźmi."
Tak właśnie jest z niektórymi grami, szczególnie starszymi jak Ico czy Shadow.
Teraz pokolenie wychowuje się w świecie HD i ich tytuł może nie zainteresować, starsi gracze lub ci, którym grafika nie przeszkadza będą oczarowani tym co przeżyli - takich gier właśnie coraz bardziej brakuje, zapadających w pamięć, oddających graczowi coś więcej niż tylko - granie i grafikę HD.
Ja osobiście tytuł kupię i jestem przyszykowany na wspaniałą przygodę.