Two Worlds II Castle Defence

recenzja, gry, two worlds II castle defence

Coraz więcej gier typu tower defence zalewa nasz rynek, ale nie wszystkie tego typu produkcje godne są miana prawdziwej gry. Jak sprawy się mają w przypadku Two Worlds II Castle Defense? Zobaczmy sami...

Niedawno przeglądając różnego rodzaju promocje na gry, całkowicie przez przypadek odpaliłem Steama i zerknąłem na wyróżnione pozycje, które akurat od czasu do czasu lubię przejrzeć. W oczy rzucił mi się tytuł, który już wcześniej dobrze znałem i ograłem na moim pececie. Two Worlds II to dość znana i ciesząca się dobrą sławą marka. Czym jest więc gra okraszona jej logo?

Tak, jest to właśnie popularna gra typu tower defence, ale nie do końca taka, jakiej możecie się spodziewać. Nie ma tu ogromnych map, po których przetaczają się dziesiątki wrogów, ale wąskie i szerokie połacie, których będziemy bronić małymi oddziałami naszych podwładnych.

Jaki jest cel gry? Tak na prawdę jest tylko jeden... dotrwać do końca misji (która wcale taka krótka nie jest), a właściwie, to obronić naszego któla, który niestety rwie się do walki.

Zacznijmy jednak od początku. Two Worlds II Castle Defence jest grą strategiczną czasu rzeczywistego z elementami RPG, która swoją premierę miała w 2011 roku. W Polsce ukazała się niestety nieco później, bo aż w listopadzie 2012. Developer, w tym przypadku, Reality Pump postanowiło odświeżyć nieco markę tak dobrze już dobrze znaną i wydało produkt, w który zagra zdecydowana większość fanów podstawowej serii.

Pierwsze spojrzenie na grę było bardzo pozytywne. Lubię klimaty baśniowego RPG, które dzieje się w średniowieczu, a opisywany przeze mnie tytuł takie właśnie doświadczenie mi oferuje. Trzeba tu niestety powiedzieć szczerze i otwarcie. Gra stwarzała mi bardzo dużo problemów z uruchomieniem. Mój komputer wyposażony jest w Windowsa 8.1, który zdaniem większości z was nie nadaje się do gier, ale ja jestem trochę innego zdania. Nie było do tej pory tytułu, którego nie udało mi się odpalić (prędzej, czy później) na tym systemie, tak więc nie widzę potrzeby powrotu do mniej stabilnego W7. Niestety dopiero po uruchomieniu gry jako administrator w trybie zgodności z W7 udało mi się grę uruchomić.

W pierwszej kolejności, gra odpala się w oknie (i to dość małym), a dopiero później, po wejściu w opcje da się to zmienić i można już w miarę komfortowo pograć na pełnym ekranie. W trochę większej rozdzielczości, tytuł lekko rozciągał bitmapę w tle, a przyciski menu wydawały mi się nienaturalnie duże, ale jest to do przeżycia i nie przeszkadza w takim stopniu, który uniemożliwiałby komfortową rozgrywkę.

Jeśli chodzi o samo menu, oraz opcje się w nim znajdujące, to muszę przyznać, że gra trochę mnie rozczarwała ubogą zawartością. Poza podstawowymi parametrami takimi jak rozdzielczość, fullscreen, poziomy dźwięków, czy muzyki, niewiele tam znajdziecie. To samo tyczy się ilości plansz, po których będziemy się poruszać. Jest ich dosłownie kilka. Każda misja podzielona jest na fale, które musimy przetrwać, a jest ich odpowiednio 15 albo 20. Inaczej się sprawy mają jeśli chodzi o arenę, bo tam liczba fal jest różna.

Porawa audio stoi na przyzwoitym poziomie, a dźwięki płynące z głośników nie powodują bólu uszu. Muzyka jest ładna i melodyjna, a niektóre jej partie jeszcze kilka godzin po odłożeniu gry kręciły mi się jeszcze po głowie. Nieco gorzej wypadają dźwięki tła i walki. O ile tych pierwszych w ogóle nie zauważyłem, to okrzyki wojenne i odgłosy śmierci wypadają nawet dobrze, tylko jest ich mało. Ogólne wrażenie dotyczące audio oceniam bardzo pozytywnie.

Jeśli zaś chodzi o grafikę, to jest ona przeciętna. Niczym nie wyróżnia się na tle podobnych gier. Nie jest natomiast zła i to trzeba podkreślić. Nie zauważyłem problemów z zacinaniem się postaci w teksturach, ani też przenikania się nawzajem, tak więc od strony technicznej jest to kawał dobrej roboty. Nie ma natomiast potrzeby rozwodzenia się nad samą szatą graficzną, ponieważ lokacje są dopracowane, kolory żywe, efekty i animacje dobre, tak więc nie ma co narzekać.

Co można powiedzieć o czasie rozgrywki... nie jest on powalający, ponieważ kampanię przeszedłem w lekko ponad dwie godziny, a musiałem ostatnią misję powtarzać kilkakrotnie. Mamy trzy poziomy trudności do wyboru i chociaż osobiście grałem najpierw na Easy, nie ustrzegłem się ekranu z informacją o przegranej. Jest to o tyle ciekawe, że podczas wszystkich misji nie miałem praktycznie żadnego problemu z pokonywaniem wrogów (bez użycia teleportacji), to ostatnia misjia dawała mi w kość za wszystkie poprzednie razem wzięte... Poziom trudności jest nierówny i pokonanie ostatniego bossa jest praktycznie niemożliwe za pierwszym razem.

Podsumowując, grę oceniam bardzo pozytywnie, ponieważ ponownie mogłem przenieść się w realia Two Worlds II, a muzyka w tle dodatkowo mi o niej przypominała. Oprawa audiowizualna jest na przyzwoitym poziomie, co potęguje radość płynącą z gry. Dlatego też, biorąc pod uwagę wszystkie plusy i minusy, oceniam Two Worlds II Castle Defence na 6. Jest to produkt godny polecenia dla fanów serii, jak i gatunku.

Ocena: 6/10

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy...

Krzysztof Lewandowski

Specjalista ds. IT, publicysta i autor opowiadań fantasy, oraz sci-fi. Na co dzień student kilku kierunków. Grami zajmuje się od dłuższego czasu, a od kilku lat czynnie bierze udział w ich tworzeniu. Zawsze pisze to, co myśli, a każdy artykuł czy recenzję szlifuje niczym bezcenny diament po to, aby czytelnik miał jasność przekazu. Uwielbia muzykę, która jest jego pasją, a także podróże i aktywne spędzanie czasu. 

Brak gorących dyskusji