[Relacja] Fantastyczny atak Lublina

falkon; festiwal; fantastyka; cydatela syriusza

Falkon to taka osobista droga do zatracenia, po której zawsze następuje długo wyczekiwane katharsis. Każdy z nas nosi w sercu swój osobisty Falkon. Poznajcie mój własny.

Falkon, festiwal fantastyki z długą tradycją, sięgającą pietnastu lat. Pierwotnie konwent, w chwili obecnej jedna z największych imprez geekosfery w Polsce. W tym roku całość imprezy, podobnie jak rok i dwa lata temu, odbyła się na terenie Targów Lublin. Głównym organizatorem całego wydarzenia jest Lubelskie Stowarzyszenie Fantastyki Cytadela Syriusza, a sam event został objęty oficjalnym patronatem miasta Lublin.

Tyle słowem encyklopedycznego wstępu. Czym Falkon jest w rzeczywistości? Tym czym Woodstock dla zbuntowanej młodzieży, wybory dla internetowych trolli lub pielgrzymka dla tej mniej zbuntowanej. Falkon to pociąg, którym Harry jedzie do Hogwartu. To wycieczka do świata magii i czarodziejów, przejażdzka Sokołem Milenium po rubierzach odległej galaktyki, czy chociażby wyprawa do Bravos, co by zasmakować odobinę egzotycznego powietrza. Oczywiście wszystko all inclusive. Moc atrakcji dla każdego z pierwiastkiem geeka w sercu gwarantowana. To wystawna uczta dla ludzi pielęgnujących swoje pasje i tych chcących się nimi dzielić.

Falkon darzę szczególnym umiłowaniem z powodu pierwszego nań spotkania z redakcją Gramy na Maxa. Od czasu wejścia w szeregi kolegów pracujących nad serwisem, odwiedzam Falkon co roku. Przez ten czas wielokrotnie miałem okazję zasłyszeć mniej więcej tak brzmiące zdanie - "to już nie to samo co kiedyś". Wielu uczestników festiwalu narzeka, zwraca uwagę na to, iż kiedyś spotykali się w znacznie mniejszym gronie, w "wypożyczonej" na czas konwentu szkole, co jakby samo w sobie miało już pewien klimat. Ludzie spali na korytarzu, schodach i licznych innych, naprędce ku temu zaadaptowanych miejscówkach. Jedynym pokarmem przez te kilka dni były chińskie zupki i sucha buła z pasztetem. Coś się kończy, coś się zaczyna. Miejsce szkolnych sal w większości zajęły wielkie hale targowe, gdzie zamiast zupki z proszku można zjeść ciepły posiłek i przespać się w wydzielonych ku temu strefach. Nie zrozumcie mnie źle. To nie wina organizacji. Miejsce do spania było zawsze. Każdy poprostu chciał być jak najbliżej atrakcji. Trochę się jednak przez te kilka lat pozmieniało, specyficzny klimat jakby gdzieś zaginął. Ponoć. Czy to źle? Myślę, że to kwestia indywidualna.

Event ewoluował i ostatecznie przeistoczył się w festiwal. Miejsce gdzie mogą przyjść rodziny. Obecnie na terenie eventu każdy znajdzie dla siebie znacznie więcej atracji niż kiedyś. Twórcy zadbali o to, by dostępny były przeróżne formy fantastycznej rozrywki - popularne papierowe RPGi, bitewniaki czy spotkania z autorami uwielbianych książek, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Można powiedzieć, że Falkon wyszedł z tej przysłowiowej sutereny rodziców i nie chowa się już ze swoim hobby w hermetycznym towarzystwie, które go akceptuje.

Co zatem mogliśmy zobaczyć na tegorocznym Festiwalu Fantastyki Falkon? O tym słów kilka, a nawet kilkaset poniżej. Zanim jednak przejdziemy do dania głównego, chwila postoju na przystanku akceptacja:

Falkon to miejsce, w którym widok Jezusa próbującego się w walce na miecze z pianki, za oponenta mając szturmowca z gwiezdnej sagi, nie jest niczym niezwykłym. Ludzie mają fantazję, i to jest ok... osoby mocno stąpające po ziemi będą musiały do tego przywyknąć. 

Do plecaka wrzucam ciastka, napój i aparat. Z pracy jadę od razu na Targi Lublin. Mam tyle szczęścia, że mieszkam w tym samym mieście. Inni muszą tłuc się pociągami, autobusami i wszelkiej maści innymi środkami komunikacji. Są wariaci którzy jadą z drugiego końca polski.

Już na przystanku w centrum widzę pierwszych uczestników Falkonu. Kolorowe fryzury, nietypowe gadżety i rozmowy których na co dzień nie słyszy się na ulicy. Jakaś starsza pani krzywi się i żegna. Nie zdziwił bym się gdyby kogoś opluła. 

Na miejscu tradycyjnie dzikie tłumy. Rozglądam się za znajomymi twarzami, ale przy takiej ilości kolorowych uczestników, trudno się skoncentrować na kimkolwiek. Na szczęście da się wejść do środka. Jest godzina 16.00. Za godzinę kolejki będą sięgały kilkadziesiąt metrów, a pechowi stojący na końcu, spędzą trochę czasu na zimnie.

Jako jeden z kilkuset pierwszych uczestników dostaję w prezencie książkę. Słodko!

Hale wystawowe są jeszcze pozamykane. Stoiska wydawców i przeróżnych sklepików wciąż się rozstawiają. Za niecałą godzinę rozpocznie się feeria wrzasków radości, kolorowych strojów, muzyki i zabawy.

Na początek rundka po punktach programu organizowanych przez znajomych. Oczywiście z blokiem konsolowym na czele:

O godzinie 19.00, kiedy większość zdążyła już dostać się do środka, na scenę wychodzi Krzysztof "Krzyś-Miś" Księski. Opowiada krótko o tradycji falkonu, dziękuje organizacjom wspomagającym i życzy wszystkim udanej zabawy. Falkon oficjalnie zostaje otwarty.

Zanim sam skorzystam z atrakcji, staram się wyłapać najciekawsze stroje uczestników. Szukam, wypatruję i robię zdjęcia. W tym roku tradycyjnie królują Gwiezdne wojny i Leauge of Legends. Napotykam jednak kilka oryginalnych kreacji. 

Pora na wycieczkę po stoiskach. Od księgarni, przez rzemieślników własnoręcznie robiących akcesoria w stylu steampunk, po wystawców sprzętu komputerowego.

Tak jak w ubiegłych latach nie mogło zabraknąć bardzo solidnego stoiska poświęconego Metro 2033. Stalkerzy całego świata – łączmy się!

Sklepikom sprzedającym gry planszowe ponownie oddano do dyspozycji znaczną przestrzeń targową. Początkujący gracze mogą zasłyszeć co w trawie piszczy i pod czujnym okiem przedstawiciela wydawnictwa, nauczyć się grać w część udostępnionych tytułów.

Stoisko MSI jest bardzo mocno oblegane przez młodszą część uczestników, która zjawiła się tu głównie dla rozrywki elektronicznej. Na wystawowych sprzętach pograć możemy w ... LoLa? Idę dalej.

Zaraz za zakrętem napotykam się na pełnoprawny symulator jazdy, zorganizowany przez Red Bulla. Czekam chwilę. Ani się nie dopchałem, żeby zagrać, ani nie dostałem redbulla. Za dużo chętnych a rozrywek tyle, że żal czatować przy jednym stoisku. Zwłaszcza, że nie zostaję na noc.

Sobota. Zaledwie nieliczni uczestnicy festiwalu mogli poszczyć się tym, że wczorajszą noc spędzili we własnym łóżku. Wracam na targi. Nie ma że boli.

Na miejscu jak zombie przemierzają targi o poranku ci, którzy spać nie chcieli. Tu się dzieje coś na okrągło. Jeśli w nocy wyłączą muzykę i ustaną hałasy, to i tak za chwilę w innej części hali coś się zacznie dziać. Spotykam znajomych, którzy jako pomoc w organizacji odpoczywają po nocnym czuwaniu. Z workami pod oczami, ratują się energetycznymi napojami. Przeklinają swoje obowiązki i zaklinają, że to ostatni raz. W środku jednak są szczęśliwi. Praca przy organizacji i pomocy to przyjemny wysiłek który się opłaca. A za rok i tak wrócą. Zawsze wracają.

Dzisiaj mam zamiar sam skorzystać z atrakcji. Przede mną kilka prelekcji o Czarnobylu, broni jądrowej, mandze i anime. Jakieś spotkanie z autorem książek i warsztaty RPG. Nawet się nie łudzę, że dotrę na połowę.

Przmierzając falkonowe hale widzę dużo atrakcji.

Szkółka parkourowa zorganizowana przez jakiś zespół akrobatyczny, przedstawienia żonglerskie, arena na której można powalczyć bronią piankową. Dzieje się dużo.

Na głównej scenie Polish Gaarison i Rebel Legion pokazują swoje stroje i prezentują nowych członków. 

 

W końcu spotykam starych znajomych i idziemy do Games Roomu. Nadszedł czas na odrobinę planszówkowych atrakcji. Mistrz Jungle Speeda nadciąga!

Czy udało mi się wyłapać jakieś minusy? Nie wszystko udało się sfotografować bo i nie wszystko udało się zobaczyć. Falkon jest tak bogato zorganizowanym w atrakcje wydarzeniem, że gdybym chciał wszystko zobaczyć, potrzebował bym kilku mnie. Kage Bunshin no Jutsu?

Dużo czasu spędziłem na bloku konsolowym, gdzie przeprowadzano liczne turnieje. Można było też zagrać w ulubione gry na różnych platformach. Od Wii U, przez PS3, Xboxa 360, po Xbox One i PS4. Znalazło się miejsce także dla kieszonkowych konsolek – tutaj prym wiodły PS Vita i Nintendo 3DS, a fani starszych maszynek do grania mogli oddać się zabawie na SNESie i GameCubie. Dla każdego coś miłego. 

Fantastyczny atak Lublina udał się zatem jak sama nazwa wskazuje – fantastycznie. Owszem, zdarzały się pojedyncze opóźnienia i jak zawsze w takich wypadkach, chciałoby się żeby czas płynął co najmniej 2 razy wolniej, ale to tylko pojedyncze zdarzenia, które nikną w morzu atrakcji. Mam nadzieję, że za rok dołączycie na Falkonie do grona pozytywnie zakręconych ludzi. Podobnie jak Frodo potrzebowałdrużyny pierścienia, tak Falkon potrzebuje ludzi pełnych pasji. Do zobaczenia! 

Wycieczkę opisał: Jakub Pyrka

Fotografie: Jakub Pyrka, Bartosz Wojciechowski

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy...

Marcin Górniak

Wiecznie zalatany. Marzy o tym by się sklonować, mieć trzy wersje samego siebie, tak by raz na jakiś czas móc poleżeć do góry brzuszkiem. Uwielbia grać i pała się tym nikczemnym zajęciem praktycznie od początku swojego życia. Obecnie pastwi się przede wszystkim nad grami FPS i RPG, a pomagają mu w tym jego dzielny giermek Komputer oraz zastępca szeryfa – PS3 i jego młodszy brat PSP. Znajomi często nazywają go „świrem”, co uznaje za komplement z najwyższej półki. Uwielbia sprawiać innym niespodzianki.

Brak gorących dyskusji